Oszczędzanie po polsku, czyli pieniądze odłożone w czasie
 Oceń wpis
   

Polacy należą do najmniej oszczędzających społeczeństw w całej Unii Europejskiej. Ciężko zarobione pieniądze lokuje w bankach zaledwie połowa z nas i robimy to na ogół niesystematycznie. Ten niekorzystny trend można i należy odwrócić

Pieniądz jest bezwonny, ale się ulatnia" - napisał kiedyś przekornie słynny polski poeta i satyryk Stanisław Jerzy Lec. Ten aforyzm powinniśmy sobie wszyscy wziąć głęboko do serca, bo nam - Polakom tych pieniędzy ulatnia" się dużo za dużo. Nie mamy w zwyczaju oszczędzania ciężko zarobionych pieniędzy, nawet gdy posiadamy je - tak, tak, nie bójmy się użyć tego słowa - w nadmiarze. Trzeba to zmienić, bo jeśli chcemy na przykład godnie przeżyć tzw. wiek emerytalny, to lepiej zgromadzić jakąś konkretną sumkę na lokacie w banku, czy zainwestować w tzw. trzeci filar niż liczyć na... No właśnie.

Bieżące wydatki

Zacznijmy od statystyk, zaczerpniętych z badania socjologicznego pt. Oszczędzanie długoterminowe - opinie, postawy i oczekiwania polskiego społeczeństwa", przeprowadzonego jesienią zeszłego roku przez TNS Polska na zlecenie Związku Banków Polskich. Według nich aż 42 proc. Polaków w ogóle nie oszczędza, wszystko przeznaczając na bieżące potrzeby. Tylko 2 proc. z nas ma nawyk systematycznego oszczędzania. To znaczy deklaruje, że w każdym miesiącu odkłada tę samą, z góry określoną kwotę. Kolejne 16 proc. stara się odkładać pewne sumy w miarę regularnie, a 34 proc. udaje się coś zaoszczędzić od czasu do czasu. Efekt jest taki, że jedynie 53 proc. Polaków ma jakiekolwiek oszczędności. Pod tym względem wypadamy dużo gorzej niż wiele innych krajów europejskich. Tak wynika m.in. z badania Finansowy barometr ING", z jesieni 2014 r., przeprowadzonego w 13 krajach Europy. W tej grupie odsetek oszczędzających był niższy niż w Polsce jedynie w Rumunii (34 proc.) i Turcji (47 proc.), a najwyższy w Holandii i Luksemburgu, gdzie oszczędności posiada aż trzy czwarte społeczeństwa.

Co gorsza, wedle tegoż badania Polacy rzadko oszczędzają na starość i pod tym względem nie obserwuje się u nas poprawy. Udział oszczędności długoterminowych w środkach zgromadzonych przez gospodarstwa domowe w Polsce jest jednym z najniższych w Europie, sięgając zaledwie 13 proc. Podczas gdy np. w Wielkiej Brytanii to ponad 50 proc.

Nie dziwi więc fakt, że nasze zaskórniaki nie są duże. Wielkość aktywów finansowych przypadających na jednego Polaka to zaledwie 15-16 proc. tego, co ma przeciętny Niemiec czy Włoch oraz tylko 35 proc. sumy oszczędności, jakimi dysponują Grecy. Pod tym względem spośród 13 zbadanych krajów lepiej wypadliśmy tylko od Rumunii, Bułgarii, Łotwy i Słowacji.

Jednak odkładamy

Na pocieszenie można dodać, że w przyszłości możemy w takim porównaniu wypaść lepiej, bo oszczędności Polaków rosną. Dzieje się tak m.in. dlatego, że aż 81 proc. osób, które mają już oszczędności, nadal odkłada. Według danych Związku Banków Polskich oszczędzamy najczęściej na nieprzewidziane wydatki, bez bliżej sprecyzowanego celu (na czarną godzinę"). Tak postępuje 43 proc. oszczędnych Polaków, zaś 37 proc. z nich zadeklarowało, że określa zasady oszczędzania i ustala jego cel. Jednocześnie, jeśli już odkładamy, to na ogół nie z myślą o celach odległych w czasie. Oszczędzanie na coś, co wymaga ciułania" przez więcej niż rok, zadeklarowało jedynie 14 proc. Polaków. Jeśli udaje nam się wygospodarowywać jakieś nadwyżki, to na ogół deponujemy te pieniądze w banku na okres nie dłuższy niż 12 miesięcy.

Jakie formy odkładania wybieramy? 17 proc. Polaków trzyma oszczędności na swym koncie osobistym (czyli na tzw. ROR), aż 13 proc. przechowuje je w domu, 10 proc. na koncie oszczędnościowym, 6 proc. na terminowej lokacie bankowej, 3 proc. inwestuje je w nieruchomości, a jeszcze rzadziej - w akcje spółek giełdowych, fundusze inwestycyjne, obligacje Skarbu Państwa, lokaty z funduszem inwestycyjnym czy złoto i biżuterię. To wynika m.in. z faktu, że Polacy cenią sobie możliwość sięgnięcia w dowolnej chwili po zaoszczędzone pieniądze, ale pokazuje także, jak niewielką mamy jeszcze wiedzę o efektywnym oszczędzaniu. 64 proc. ankietowanych w badaniu TNS Polska stwierdziło, że przy długoterminowym odkładaniu ważne jest, by miało ono skonkretyzowany cel. Jednocześnie 20 proc. Polaków nie oszczędza w dłuższej perspektywie, podając jako przyczynę brak takiego celu.

Paradoksalnie jednak, aż 2/3 z nas uważa, że warto oszczędzać. Przede wszystkim na starość (aż potowa Polaków martwi się o wysokość swojej przyszłej emerytury), na dom lub mieszkanie oraz na wydatki związane z leczeniem. Zgadzamy się z poglądem, że takie oszczędzanie daje poczucie bezpieczeństwa oraz dumy w przypadku, gdy uzbiera się pieniądze na jakiś ważny cel. Jednocześnie jednak wciąż nie umiemy wystarczająco zmotywować się do tego. Aż 60 proc. Polaków jest gotowych oszczędzać tylko wtedy, gdy nie wiąże się to z wyrzeczeniami, ograniczeniem bieżącej konsumpcji, która okazuje się dla nas ważniejsza od tego, co możemy mieć w przyszłości. W Polsce wciąż, co potwierdzają badania, powszechne jest przekonanie, że - chcąc coś większego kupić - łatwiej jest zaciągnąć kredyt niż systematycznie oszczędzać.

Lubimy trudne sytuacje

To jest jedna strona tego zjawiska. Drugą jest z pewnością fakt, że wielu Polakom po prostu wciąż brakuje wiedzy i zrozumienia mechanizmów oszczędzania w długiej perspektywie. Jednak główne czynniki, które decydują w naszym kraju o tym, czy ktoś oszczędza czy nie, to wysokość wydatków w gospodarstwie domowym oraz jego możliwości finansowe. Innymi słowy, jeśli nie odkładamy, to zazwyczaj dlatego, że nie mamy z czego. Na pytanie: Co musiałoby się zmienić, aby zaczęła/zaczął Pan(i) oszczędzać długoterminowo?", ankietowani najczęściej odpowiadali, że musiałabym/musiałbym więcej zarabiać". Spora grupa wskazuje jednak inną odpowiedź: konieczność ograniczenia wydatków. Wydatków, z których planowaniem i kontrolowaniem wielu z nas ma problem.

Według badań wielu z nas byłoby w stanie regularnie oszczędzać, bo aż 70 proc. naszego społeczeństwa twierdzi, że w razie konieczności byłoby w stanie uzbierać co miesiąc 100 zł oszczędności.

Kolejnym czynnikiem, mającym w naszym kraju wpływ na podjęcie decyzji o oszczędzaniu, jest aktualna koniunktura gospodarcza i dostępność atrakcyjnych ofert produktów oszczędnościowych.

Innymi słowy, chętniej oszczędzamy w kryzysie, gdy pogarsza się sytuacja ekonomiczna naszego kraju, a także wtedy, gdy w zasięgu ręki jest możliwość łatwego pomnożenia naszych oszczędności. Polacy uważają za najbezpieczniejszą formę lokowania swych oszczędności lokaty bankowe. Jednak dochody z nich (odsetki) są w naszym kraju obłożone dodatkowym podatkiem (zwanym podatkiem Belki), co z pewnością jest jednym z czynników, zniechęcających nas do długoterminowego oszczędzania. Dlatego Związek Banków Polskich postuluje zniesienie tego podatku, ale także stworzenie całego systemu zachęt do długoterminowego oszczędzania. Mogłyby być nimi np. ulgi podatkowe dla oszczędzających na dodatkową emeryturę.

Kwestia motywacji

Zachęcanie do oszczędzania długoterminowego wydaje się szczególnie ważne. Z kilku powodów. Pierwszym jest kryzys demograficzny Polski. Według prognoz GUS do 2050 r. liczba osób w wieku emerytalnym w naszym kraju niemal się podwoi, a jednocześnie o kilka milionów zmniejszy się grupa ludzi w wieku produkcyjnym. - Za 30-40 lat na jednego emeryta będzie przypadać w Polsce jedna osoba pracująca. Realny poziom świadczeń emerytalnych spadnie średnio z poziomu ok. 60 proc. obecnie do poziomu około 30 proc. średniej, pensji. Obniży się więc standard życia na emeryturze. Dlatego trzeba oszczędzać długoterminowo, budując kapitał na potrzeby emerytalne - powiedział w wywiadzie dla agencji informacyjnej Newseria Jarosław Bartkiewicz, prezes zarządu spółki AXA Życie.

Obecnie średnia emerytura w Polsce to 2 tys. zł brutto. Czyli już jest niska, a przecież w niedalekiej przyszłości ma obniżyć się aż o połowę. Jednak wielu ludzi wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego zagrożenia, Dlatego, by skłonić Polaków do długoterminowego oszczędzania, niezbędna jest, zdaniem prezesa Bartkiewicza, budowa - przy dużym zaangażowaniu rządu - odpowiedniego systemu motywacyjno-edukacyjnego.

Zachęcanie do długoterminowego oszczędzania jest bardzo potrzebne jeszcze z innego powodu. Znany ekonomista Mirosław Gronicki twierdzi, że niski poziom oszczędności w Polsce jest jednym z głównych zagrożeń dla naszej gospodarki. - Nasze oszczędności są jednymi z najniższych, jeśli nie najniższymi, w Europie - powiedział Gronicki podczas debaty pt. Polska gospodarka - sytuacja bieżąca i prognozy", zorganizowanej w maju tego roku przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. - Pomimo to rozwijamy się w przyzwoitym tempie. Można powiedzieć, że importowane oszczędności są w sposób bardzo efektywny wykorzystywane i dzięki temu mamy wzrost. Tak jednak nie będzie bez końca. Kraje, które osiągnęły sukces gospodarczy, czy to Niemcy, czy kraje południowo-wschodniej Azji, opierały swój rozwój na generowaniu pokaźnych poziomów oszczędności własnych. Tego w Polsce brakuje.

Polska gospodarka za wolno się rozwijała
 Oceń wpis
   

W zeszłym roku PKB Polski zwiększył się o 3,3 proc. W 2015 r. jego wzrost będzie na zbliżonym poziomie. To nie jest rewelacyjny wynik, biorąc pod uwagę nasze możliwości. Wiele wskazuje na to, że już wpadliśmy w tzw. pułapkę średniego dochodu W ostatnich paru dekadach Chiny, Korea Południowa, Tajwan czy Singapur przez wiele lat umiały utrzymać tempo wzrostu PKB na poziomie 8-10 proc. rocznie. Dzięki temu trzy z nich są dziś dużo bogatsze od nas, a Chiny dość szybko doganiają. W Polsce, startującej w 1989 r. z podobnego pułapu, co Korea, Tajwan czy Singapur kilka dekad temu, przeciętny roczny wzrost PKB był w ostatnim ćwierćwieczu dużo niższy i tylko raz sięgnął 7 proc. -w 1995T. Rok później wyniósł 6 proc., w 1997 r. - 6,8 proc., a potem dość gwałtownie zmalał i do 2005 r. tylko raz przekroczył 5 proc.

Przyspieszenie i hamowanie

Wielu polityków i ekonomistów liczyło, że rozwój polskiej gospodarki znów mocno przyspieszy po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. M.in. dzięki przyznanym Polsce po jej akcesji do UE dziesiątkom miliardów euro unijnych funduszy. Te nadzieje zaczęły się ziszczać w 2006 r., gdy wzrost PKB wyniósł 6,2 proc. (dla porównania w 2005 r. było to 3,5 proc.). W 2007 r. sięgnął rekordowego od upadku PRL poziomu 7,2 proc. Potem jednak zaczął się ogólnoświatowy kryzys finansowy, a wraz z nim gwałtowne hamowanie rozpędzonej polskiej gospodarki. Już w 2008 r. wzrost PKB Polski zjechał" do 3,9 proc., a rok później - do 2,6 proc. W 2011 r. mieliśmy znów mocne odbicie (4,8 proc. wzrostu PKB), związane m.in. ze szczytem wydawania środków unijnych, przyznanych nam na lata 2007-2013 i dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi, realizowanymi w związku z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej Euro 2012. Jednak już w 2012 r., mimo ciągle bardzo wielu inwestycji z funduszy unijnych i zwiększania wydatków rządowych, a wraz z tym gwałtownego puchnięcia zadłużenia państwa, spotkał nas zimny prysznic. PKB wzrósł bowiem w tymże roku zaledwie o 1,8 proc., a w 2013 r. tylko o 1,7 proc. To oznaczało, że dotychczasowa polityka gospodarcza państwa wymaga głębokiej zmiany, że dobrobyt budowany - jak za Gierka - na kredyt może skończyć się tak samo: głębokim kryzysem.

Rząd kupuje czas

Rząd jednak nie wziął sobie tej groźby do serca i zareagował na silne spowolnienie gospodarcze m.in. dalszym zwiększaniem zadłużenia państwa i likwidacją OFE, dzięki czemu kupił" sobie czas. To znaczy mógł zrezygnować do wyborów parlamentarnych z wielu niezbędnych, ale mogących wzbudzać społeczne protesty działań (np. z reformy KRUS), a jednocześnie podrasować" dzięki tym działaniom wzrost PKB. W tym drugim bardzo pomogła rządowi wprowadzona od 2014 r. przez GUS - w ślad za przyjętymi przez Brukselę nowymi standardami rachunkowości (tzw. ESA 2010) -zmiana sposobu liczenia produktu krajowego brutto. Nowa metodologia pozwalała uwzględnić - nie brane wcześniej pod uwagę - dochody (szacunkowe) z nielegalnej działalności: prostytucji, przemytu papierosów czy handlu narkotykami. Te dochody są na tyle duże, że ich uwzględnienie mogło podbić podawany przez urząd statystyczny wzrost PKB nawet o 1 proc. I jest to jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego tempo zwiększania się produktu krajowego brutto w zeszłym roku wyraźnie przyspieszyło, sięgając 3,3 proc. Powołując się na tę liczbę, przedstawiciele rządu zaczęli mówić o ożywieniu w polskiej gospodarce, ale i twierdzić, że w kolejnych latach wzrost gospodarczy w naszym kraju może być jeszcze wyższy. W kwietniu tego roku rząd przyjął opracowany przez Ministerstwo Finansów Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2015-2018", według którego PKB Polski w 2015 r. ma zwiększyć się o 3,4 proc., w przyszłym roku o 3,8 proc., w 2017 r. o 3,9 proc., a w 2018 r. o 4 proc. Nie brakowało wówczas ekonomistów, którzy byli równie optymistyczni. Ten optymizm nasilił się, gdy GUS podał wyniki wzrostu gospodarczego za i kwartał 2015 r., w którym wzrost PKB Polski wyniósł 3,6 proc. A więc znów przyspieszył, w porównaniu do III i IV kwartału zeszłego roku (3,3 i 3,1 proc.). Zawdzięczaliśmy to kilku czynnikom. Po pierwsze stabilnemu wzrostowi konsumpcji krajowej, do czego przyczyniły się spadające ceny, m.in. paliw. Wzrost konsumpcji zachęcał firmy do inwestowania, dzięki czemu krajowe inwestycje zwiększyły się w I kwartale 2015 r. aż o 11,4 proc. (w porównaniu do 8,6 proc. w poprzednim okresie). Kolejnym czynnikiem było duże przyspieszenie wzrostu eksportu (z 5,6 proc. do 8 proc.), do czego z kolei przyczyniło się przede wszystkim ożywienie gospodarcze w strefie euro, która jest naszym głównym partnerem handlowym. To ożywienie bierze się głównie z rozpoczętego w marcu tego roku przez Europejski Bank Centralny (EBC) tzw. luzowania ilościowego. Czyli skupowania przez EBC na wielką skalę obligacji państw strefy euro.

Bardzo istotna była duża obniżka światowych cen ropy na przełomie roku, bo w Polsce zmniejszyła ona nie tylko ceny, zwiększając zarazem konsumpcję, ale i znacząco obniżyła wartość naszego importu (niemal całą potrzebną nam ropę musimy kupować za granicą), a więc i jego wzrost. M.in. dzięki temu mieliśmy w pierwszych miesiącach tego roku nadwyżkę eksportu nad importem, czego dobroczynne skutki dla naszej gospodarki trudno przecenić.

Branże na plus i na minus

Po podaniu wyników za I kwartał, część analityków sugerowała, że w kolejnych miesiącach wzrost PKB utrzyma się na podobnym, a być może nawet wyższym poziomie. Miało być to możliwe m.in. dzięki rozpoczynanym na coraz większą skalę inwestycjom finansowanym z funduszy unijnych, przyznanych nam na lata 2014-2020. Niestety, rzeczywistość szybko zweryfikowała ten przesadny - jak się okazało - optymizm. Bo w II kwartale - jak podał w sierpniu GUS - wzrost PKB znów spowolnił. Wyniósł bowiem jedynie 3,3 proc. Przyczyny? Pierwsza to silny spadek tempa wzrostu inwestycji oraz eksportu. Inwestycje zwiększyły się o 6,4 proc. w porównaniu do 11,4 proc. w I kwartale (najniższy poziom wzrostu od półtora roku). Zaś eksport o 5,2 proc., czyli także znacznie mniej niż w pierwszych trzech miesiącach 2015 r. Tylko popyt krajowy utrzymał się na tym samym poziomie, co w I kwartale.

W drugim półroczu wcale - wbrew optymistycznym prognozom Ministerstwa Gospodarki - nie musi być lepiej. Światowe turbulencje gospodarcze, wywołane pogarszającą się sytuacją ekonomiczną Chin, już oddziałują na naszą gospodarkę. Załamanie rynków giełdowych w drugiej połowie sierpnia dotknęło i naszą giełdę, która zresztą jest wciąż -mimo likwidacji OFE i jej bardzo negatywnego wpływu na nasz rynek kapitałowy - miarodajnym barometrem stanu polskiej gospodarki.

Indeks warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, czyli WIG, był pod koniec sierpnia niższy, aniżeli w tym samym okresie zeszłego roku. Spadał już jesienią 2014 r., osiągając swe dno w styczniu 2015 r. Potem piął się w górę, ale od maja znów się obniża. Najbardziej przyczyniły się do tego spółki surowcowe, energetyczne, banki, ale i firmy telekomunikacyjne (zwłaszcza te związane z kurczącym się rynkiem telefonii stacjonarnej). Czyli przedsiębiorstwa z branż, które w Polsce albo są w złej kondycji lub przynajmniej w stagnacji, albo pogarszają się ich wyniki, ich przyszłość jest niepewna, bo stoją przed nimi poważne ryzyka (głównie regulacyjne). Dotyczy to przede wszystkim górnictwa węglowego i mających je ratować państwowych koncernów energetycznych, już poobijanych przez unijną politykę klimatyczną. A także banków, które przez lata przyzwyczaiły się w Polsce do tego, że są bardzo dochodowym i dopieszczanym przez władze biznesem. Teraz to się zmienia. Po pierwsze znacząco spadły przychody banków z odsetek od kredytów (w związku z rekordowo niskimi stopami procentowymi w Polsce) i z - drastycznie obniżonych przez Sejm (bo wcześniej mocno zawyżonych) - opłat inter-change, naliczanych przy płatnościach kartami. Ponadto nasze banki mają na głowie problem kredytów frankowych, za którego rozwiązanie przynajmniej w części będą musiały same zapłacić. Co gorsza, część rynku bankowego przestała rosnąć, nie przybywa np. kredytów konsumpcyjnych. Ponadto opozycja zapowiada, że gdy przejmie władzę, nałoży na ten sektor dodatkowy podatek, zwany bankowym.

Dekoniunktura dotyka w Polsce także przemysłu odzieżowego. Z drugiej jednak strony nie brakuje u nas branż, które mimo zadyszki naszej gospodarki rozwijają się i mają przed sobą niezłe perspektywy, co znajduje odzwierciedlenie w branżowych indeksach warszawskiej giełdy. Chodzi m.in. o firmy informatyczne, deweloperów, sektor chemiczny, paliwowy, któremu bardzo pomogła obniżka cen ropy, a także spożywczy. Choć ten ostatni poobijało rosyjskie embargo, które szczególnie dotknęło - oprócz sadownictwa - świetnie rozwijające się u nas dotychczas mleczarstwo. Z tym samym problemem: ograniczeniem w ostatnich miesiącach dostępu do zagranicznych rynków (w tym przypadku do rosyjskiego i niemieckiego) -musi się zmagać obecnie także nasza branża transportowa.

Za to - po długiej zapaści i fali bankructw - zaczęło dźwigać się polskie budownictwo. Według danych GUS w I półroczu 2015 r. to właśnie ten sektor - obok branży turystycznej, gastronomicznej, obsługi rynku nieruchomości oraz mediów i całego

WYBÓR MIĘDZY INWESTYCJAMI A KONSUMPCJĄ
 Oceń wpis
   

Jedną z ważnych decyzji w gospodarce jest ustalenie proporcji, w jakich produkowane będą dobra konsumpcyjne i inwestycyjne. Dobra konsumpcyjne zaspokajają konkretne potrzeby ludzi już dziś, np. żywność, obuwie, samochody itp., zaś dobra inwestycyjne to środki produkcji, które zostaną wykorzystane do produkcji dóbr i usług w przyszłości (maszyny, urządzenia produkcyjne, fabryki, infrastruktura). Decyzja o proporcjach, w jakich oba rodzaje dóbr będą wytwarzane w gospodarce, wpłynie nie tylko na możliwość gospodarki w przyszłości, lecz także na poziom zaspokojenia potrzeb obecnie. Zwiększenie produkcji dóbr inwestycyjnych przy danej krzywej transformacji oznacza zmniejszenie produkcji dóbr konsumpcyjnych obecnie, ale jednocześnie stwarza możliwości zwiększenia ich wytwarzania w przyszłości.

ZADANIA Zadanie 1.1. Przypomnij sobie z matematyki różne sposoby graficznej prezentacji zależności funkcyjnych i sposoby badania funkcji. Zadanie 1.2 Podaj przykłady z własnych doświadczeń i obserwacji życia gospodarczego zachowań niezgodnych z zasadą racjonalnego działania (gospodarowania). Zadanie 1.3 Podaj przykłady racjonalnego i nieracjonalnego wykorzystania zasobów, którymi dysponujesz (np. czas wolny, gotówka). Wymień kilka możliwości alternatywnego wykorzystania znanych Pani/u czynników wytwórczych. Zadanie 1.4 Napisz definicje następujących pojęć: rzadkość, wybór, koszt alternatywny, krzywa możliwości produkcyjnych (krzywa transformacji), ziemia, praca, kapitał, przedsiębiorczość, dobra wolne, dobro ekonomiczne, zasada malejących przychodów, wzrost ekonomiczny. Zadanie 1.5 1. Produkując żywność farmer może na swym polu posługiwać się traktorem. Wymień trzy czynniki produkcji zaangażowane w produkcji żywności. 2. Na czym będzie polegał koszt alternatywny w następujących przypadkach: a) przeznaczenie ziemi pod budownictwo, b) budowa nowego szpitala, c) budowa nowej drogi.

Gospodarka (patrz tabela poniżej) produkuje dwa dobra A i B. Jedynym zmiennym nakładem jest praca, która posiada kwalifikacje pozwalające na użycie jej do produkcji obu dóbr, w przeciwieństwie do kapitału stałego, który nie może być przesunięty z jednego przemysłu do drugiego. Dobro A Dobro B Praca Produkcja (tyg.) Praca Produkcja (tyg.) 0 0 0 0 100 40 100 40 200 90 200 250 300 150 300 350 400 200 400 425 500 240 500 475 600 260 600 500 700 270 700 510 800 270 800 510 900 265 900 500 a) Zakładając, że gospodarka dysponuje 700 roboczogodzinami, wyznacz granicę możliwości produkcyjnych (lub krzywą transformacji). b) Jeżeli dobro A jest dobrem kapitałowym, a dobro B dobrem konsumpcyjnym, jakie mogą być konsekwencje wyboru kombinacji 150 A + 425 B zamiast 200 A + 350 B? c) W jaki sposób gospodarstwa domowe w rozważanej gospodarce mogłyby być zdolne do konsumowania 240 A + 475 B? Przedstaw za pomocą wykresu skutki pomocy zagranicznej, która pozwoliłaby na zwiększenie stałych nakładów w produkcji dobra A. c) działanie mechanizmu rynkowego, szybko reagującego na potrzeby konsumentów d) swoboda podejmowania decyzji przez producentów i konsumentów e) konkurencja, bodźce do inwestowania i obniżki kosztów, efektywne wykorzystanie zasobów.

GOSPODARKA NAKAZOWA W gospodarce nakazowej zwanej też gospodarką centralnie planowaną lub nakazoworozdzielczą aktywną rolę odgrywa państwo: wszystkie decyzje dotyczące produkcji i konsumpcji podejmuje centralny organ gospodarczy (państwowy urząd planowania). Pytanie 3: Zaznacz, które z poniższych stwierdzeń wskazuje na główne cechy gospodarki centralnie planowanej (nakazowej) a) niski stopień interwencjonizmu państwowego b) środki produkcji są własnością państwa bądź znajdują się pod jego kontrolą c) celem produkcji jest nie tyle zysk, co uzyskanie wyznaczonej nakazowo wielkości produkcji d) wysoka podaż dóbr publicznych i społecznie użytecznych e) planowanie gospodarcze

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Archiwum
Rok 2017
Rok 2013
Rok 2012
Rok 2011

Stopy Procentowe

NBP to Narodowy Bank Polski, ustala i publikuje aktualne stopy oprocentowania - referencyjne, lombardowe, depozytowe i redyskont weksli. [ www.nbp.pl ]

Kredyty Rządowe

Wszystkie informacje o kredytach dostępnych od Rządu Rzeczy Pospolitej. Wsparcie eksportu i innych działalności [ www.finanse.mf.gov.pl ]

Komunikaty Ministerstwa Finansów

Najnowsze komunikaty wprost z biur Ministra Finansów. Aktualności o bieżących wdrożeniach, projekty ustaw, inicjatywy. [ www.mf.gov.pl ]

Pożyczki Internetowe

Faraon24 to największe zestawienie szybkich chwilówek online w całym Internecie. Blog roku 2015, rekordzista 2017 i potencjalny lider 2018. [ www.faraon24.pl ]

Aktualności z PZIP

Polski Związek Instytucji Pożyczkowych publikuje aktualności z branży pożyczek pozabankowych i szybkich chwilówek. [ www.pzip.pl ]

Lista ostrzeżeń publicznych KNF

Komisja Nadzoru Finansowego publikuje listę podmiotów gospodarczych, która według komisji zajmuje się oszustwami finansowymi, są tam firmy z pożyczkami, lokatami i inne instytucje. [ www.knf.gov.pl ]